B Corporation – spółka z sumieniem

Od wielu lat działania międzynarodowych korporacji spotykają się z głośną krytyka. Są one związane m.in. z wyzyskiem pracowników wytwarzających ich produkty w krajach trzeciego świata oraz gigantycznymi dysproporcjami pomiędzy zarobkami szeregowego pracownika a CEO firmy. W czasach gdy zysk spółki oraz powiązany z nim kurs akcji na giełdzie wydają się być wyłącznymi wyznacznikami jej sukcesu niezwykle ważnym i ciekawym zjawiskiem jest wykształcenie się nowej formy spółki, której przyświecają inne cele. Tą formą są tzw. benefit corporations lub w skrócie B-corporations.

Pomysł aby prywatna firma w ramach swojej działalności spełniała pewne funkcje o charakterze publicznym lub społecznie użytecznym nie jest nowy. Przyjmuje się, że pierwszymi korporacjami tego typu były kompanie handlowe (przykładowo słynne brytyjska kompania wschodnioindyjska), które oprócz licznych przywilejów handlowych posiadały szereg uprawnień o charakterze politycznym i administracyjnym. Z historii wiemy, że początkowy zamysł został wypaczony, a zamiast usprawnień w administrowaniu nowymi terytoriami kompanie często stawały się prawdziwymi państwami w państwie – dysponującymi własnymi dyplomatami, armią a nawet walutą.

Współczesnym urzeczywistnieniem idei firmy mającej również pozafiskalne cele są właśnie B-corporations. Ich celem jest wytworzenie miejsc pracy oraz poprawa jakości życia społeczności w której funkcjonują. Filozofią tej formy działalności oraz całego stojącego za jej wykształceniem się ruchu jest ujmowanie zysku w kategorii środka zamiast celu. Wiele firm czuje się ograniczonych przez obecnie funkcjonujące formy prawne spółek, które wymagają od zarządu skupienia się jedynie na finansowym aspekcie działalności. Działania, które są nierentowne, ale korzystne dla społeczeństwa lub środowiska nie są możliwe do przeprowadzenia w klasycznej, zorientowanej na zysk korporacji. Jednocześnie wskazuje się, że nowa forma działalności stanowić będzie istotny instrument w walce z problemami społecznymi oraz odpowiedź na bolączki obecnego systemu, w którym organizacje non-profit są chronicznie niedofinansowane a środki państwowe rozrzucone pomiędzy setkami wyspecjalizowanych agencji oraz marnotrawione na koszty administracyjne.

Różnicę pomiędzy klasyczną korporacją a B-corporation możemy sprowadzić do prostej zależności: przed kim oraz za co odpowiada zarząd. W przypadku klasycznej korporacji zarząd odpowiada przed udziałowcami za wyniki finansowe spółki oraz za poziom wzrostu wartości posiadanych przez nich akcji. W przypadku B-corporation – jak słusznie wskazuje publicysta Forbesa Daniel Fisher – zarząd musi balansować pomiędzy interesami akcjonariuszy, pracowników, społeczności w której funkcjonuje oraz brać pod uwagę kwestie ochrony środowiska. Taka regulacja chroni nowy typ spółki przed pozwami niezadowolonych akcjonariuszy, którzy wyższą dywidendę przekładają nad ochronę wartości firmy wyrażonych w statucie.

Drugą istotną kwestią jest możliwość ochrony B-corporations przed wrogim przejęciem (tzw. hostile takeover) polegającym na przejęciu kontroli nad spółką poprzez jej wykupienie. W tej sytuacji przedmiotem badania będzie nie tylko finansowa wartość oferty nabywcy, ale także gwarancje kontynuowania misji firmy. Taka regulacja pozwala na odrzucenie oferty, która spełniając warunki finansowe nie gwarantuje respektowania wartości nabywanej korporacji.

Co istotne wiele istniejących korporacji zmienia swoją formę prawną w tym kierunku. Z jednej strony chcą urzeczywistniać pewne wartości, które bywają w konflikcie z interesem finansowym akcjonariuszy. Interesem, który w klasycznej korporacji ma bezwzględny prymat. Z drugiej nowa forma zdaje się być po prostu bardzo medialne. Nie od dzisiaj tzw. zielone firmy cieszą się dużym uznaniem konsumentów. Firmy dbają o swoją renomę nie tylko jako dobrych pracodawców, ekologicznych miejsca pracy, ale także na polu działalności charytatywnej. B-corporations te cele mogą urzeczywistniać w jeszcze większym zakresie.

W 2010 r. gdy pierwsze amerykańskie stany wprowadzały możliwość zakładania nowych spółek publicysta magazynu Esquire John H. Richardson zastanawiał się jaki los czeka B-corporations. Czy będą one jedynie ciekawą nowinką, która nie przyjęła się czy też będą jedną z tych niepopularnych i ekscentryczny w swoim czasie idei – jak prawa obywatelskie Afroamerykanów lub prawa wyborcze dla kobiet – które przyjęły się i zmieniły świat.

W chwili obecnej 27 amerykańskich stanów wprowadziło stosowne regulacje, a w 14 z nich trwają prace legislacyjne. Już ponad 1000 podmiotów funkcjonuje w nowej formie prawnej. I myślę, że to jest najlepsza odpowiedź na postawione powyżej pytanie.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o tym czym są B-corporations to koniecznie zobaczcie film: https://www.youtube.com/watch?v=yVMogHTr61s oraz odwiedźcie stronę: http://www.bcorporation.net

Źródła:

  1. http://www.bcorporation.net/
  2. http://www.huffingtonpost.com/gov-jack-markell/public-benefit-corporation_b_3635752.html
  3. http://www.forbes.com/sites/danielfisher/2013/07/16/delaware-public-benefit-corporation-lets-directors-serve-three-masters-instead-of-one/
  4. http://www.esquire.com/blogs/politics/benefit-corporation-law-082510

 Mateusz Szymura

Reklamy
Galeria | Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s