Komisje śledcze – potrzebne narzędzie czy polityczne igrzyska?

Może nieco dziwić niezorientowanych, dlaczego efektem głośnej ostatnio tzw. afery podsłuchowej nie stało się powołanie komisji śledczej. A przecież uzasadnień dla takiego kroku nie brakowało: pojawiły się nie pozbawione sensu oskarżenia o naruszanie niezależności banku centralnego, czy dokonywanie z zastępcą Ministra Finansów ustaleń w indywidualnej sprawie podatkowej żony innego ministra. Wreszcie, ciekawa byłaby odpowiedź na pytanie, kto nagrywał i po co. Powody braku decyzji o komisji śledczej zapewne były czysto polityczne, czytaj: obozowi rządzącemu nie opłaca się przeciąganie epatowania przyszłych wyborców aferą, do czego niewątpliwie by doszło, poprzez rozłożone siłą rzeczy w czasie przesłuchiwanie poszczególnych aktorów dramatu. To, co jednak jest pewnym novum, to brak albo względna słabość artykułowania żądania powołania takiej komisji, zarówno przez opozycję, jak i przedstawicieli mediów, czy opinię publiczną po prostu.  Czyżby więc ten mechanizm ustrojowy stracił cały swój sex appeal, niegdyś przecież tak silny i powszechnie odczuwany?

Instytucja sejmowej komisji śledczej została wprowadzona do polskiego prawa parlamentarnego obecnie obowiązującą Konstytucją RP (art. 111), a więc w roku 1997. Mimo, iż zakres przedmiotowy jej działania, określony przez ustrojodawcę, był de facto nieograniczony – mogła zostać bowiem powołana do zbadania „określonej sprawy”, a więc dowolnej – dopiero po ponad 5 latach utworzono pierwszą z nich. Nie dlatego, iż do tego czasu nie było przesłanek, by ją powołać, zwłaszcza biorąc pod uwagę przytoczony przed chwilą brak powyższych ograniczeń przedmiotowych. Stanowiła instytucję nową, a więc nie było jeszcze co do niej ukształtowanej praktyki stosowania. Możliwe też, że uważano, iż żadna z afer nie jest na tyle poważna, żeby aż tworzyć komisje śledcze do ich rozpatrywania. Tak czy inaczej, na początku roku 2003 powstała pierwsza i szybko okazało się, jak wielką ma ona polityczną siłę rażenia w zakresie strącania ze szczytu jednych polityków i windowaniu nań innych, a także popularyzowania haseł politycznych. To wskutek jej działania zostało, niektórzy powiedzą utworzone, inni, że tylko szerzej rozpowszechnione, hasło IV Rzeczypospolitej, czyli szeregu postulatów radykalnych przeobrażeń ustrojowych polskiego państwa.

Żadna z kolejnych komisji nie zdołała powtórzyć wizerunkowego sukcesu pierwszej. Mało tego, jako nowo odkryte i skuteczne narzędzie promocji stała się szybko miejscem aktywności więcej mającej do czynienia z lansowaniem się poszczególnych polityków, i generalnie z próbą pokazania opinii publicznej, że parlamentarzyści przywiązują do sprawy dużą wagę, mniej zaś z dochodzeniem do prawdy (w arystotelejskim znaczeniu tego słowa oczywiście). Odkładając jednak na bok cały ten polityczny aspekt, należy przynajmniej spróbować ocenić komisję, taką, jaka ona zgodnie z uregulowaniami może być.

Wszystko wskazuje jednak na to, że komisja bliżej ma do tytułowych igrzysk aniżeli do jakiegokolwiek skutecznego narzędzia śledczego. Przede wszystkim, chodzi tu o mechanizmy, które ma do dyspozycji, a raczej: których nie ma. Jakkolwiek jej działanie, w sposób nieuregulowany ustawą, opiera się na przepisach Kodeksu Postępowania Karnego, nie dysponuje ona możliwościami, jakie daje on policji i prokuraturze, w zakresie zbierania materiału dowodowego albo stosowania środków przymusu. Nie może zarządzić przeszukania, założyć podsłuchu, przeprowadzić wywiadu środowiskowego itd. Może ona oczywiście współpracować z organami ścigania. Tym bardziej, że, jakkolwiek bowiem zakres przedmiotowy działania komisji jest nieograniczony, to jednak, co potwierdza praktyka, można domniemywać, że w większości przypadków zajmować się będzie sprawami, co do których może się toczyć postępowanie karne. Po co jednak, można spytać, tego typu działanie, skoro wobec tego stanowić będzie dublowanie aktywności tych organów? Co więcej, o ile czynności, dokonywane przez prokuraturę i policję mogą znaleźć swój bezpośredni finał w postaci sformułowania aktu oskarżenia i przejścia postępowania przygotowawczego w fazę sądową, o tyle raport komisji śledczej, nawet przyjęty przez parlament (a warto tu dodać, że nie obejmuje go zasada dyskontynuacji prac parlamentu), nie jest wiążący dla żadnego z organów państwa. Kolejna trudność wiąże się ze składem komisji. Siłą rzeczy większość jej członków stanowić będą posłowie koalicji rządzącej, co nawet jest usankcjonowane w ustawie, która jasno stanowi, iż skład komisji śledczej odpowiadać ma stosunkowi sił politycznych reprezentowanych w parlamencie. To albo utrudni, albo uniemożliwi sprawowanie funkcji kontrolnej względem Rady Ministrów i podległych jej organów. Wreszcie, słynne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2007 roku, na kanwie komisji śledczej „bankowej”, dość mocno ograniczyło pole działania komisji, precyzując zasady jej działania.

Uczciwość intelektualna każe patrzeć na rzecz z każdej strony, tak więc należy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie pozytywne elementy pełni komisja śledcza – ale nie dla polityków jako takich, ale tzw. życia publicznego. Mowa tu o oddziaływaniu, które można określić jako „społeczno-psychologiczne”. Ostatnia publiczna egzekucja w Polsce miała miejsce w roku 1946, kiedy to powieszony został Arthur Greiser, namiestnik Kraju Warty. Społeczność natomiast, a przynajmniej jej część, lubi widowiska, w których ludzie niegdyś możni i wpływowi mieszani są z błotem, ich niecne postępki ukazywane i karane, i generalnie nad wszystkim unosi się przeświadczenie sic transit gloria mundi. Taką rolę z powodzeniem spełnia komisja śledcza, z jej co do zasady publicznymi przesłuchaniami, dociekliwymi pytaniami członków i świadkami wijącymi się jak piskorze. W tym więc sensie komisje śledcze pełnią znaczącą rolę społeczną. Ktoś może się zżymać na to, dostrzegać w tym mściwość i resentyment, ale cóż, to część natury ludzkiej, a walka z jej przejawami metodami prawnymi lub propagandowymi przynosi marne rezultaty.

Co więc stanie się z prawnymi uregulowaniami komisji śledczej? Czy przestanie istnieć, jako show dla gawiedzi i marketingowy wehikuł, pochłaniający czas i pieniądze? Mimo wszystko, mimo utraty popularności i atrakcyjności, wszystko wskazuje na to, że stanie się niewiele. Obecnie urok komisji śledczej przyblakł, ale jeśli nie teraz, to za jakiś czas znowu opozycja będzie wznosić okrzyki za ich powoływaniem, rządzący natomiast gardłować będą, że nie, że po co, sprawa nie jest aż tak poważna, a w ogóle to komisja do niczego nie dojdzie. Za prognozowaniem pozostania obecnego status quo w tym zakresie przemawiają dwa powody, jeden prawny, drugi polityczny. Ciężko będzie zakończyć jej istnienie w porządku prawnym, ponieważ jest ona instytucją konstytucyjną – a zmiana ustawy zasadniczej wymaga bardzo szerokiego konsensusu politycznego. Poza tym, ciężko będzie przekonać posłów do odebrania sobie tej możliwości kreacji wizerunku. Oczywiście, jest jeszcze szansa, że komisja śledcza stanie się instytucją stosowaną dojrzale, „w duchu umiłowania prawdy”, ale wszystko oczywiście zależy od nieśmiertelnie w takich sytuacjach przywoływanego poziomu kultury politycznej, którego nie da się zadekretować lub podnieść w drodze działań prawnych, a już na pewno nie z szybkim skutkiem.

Michał Zieliński

Advertisements
Galeria | Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s