Co z tym Senatem?

Na temat oceny funkcjonowania i ewentualnej reformy instytucji Senatu wylano już morze atramentu, a i kolejne morze już na wylanie czeka. Ten efekt porozumień z okresu początku transformacji ustrojowej od samego początku swojego istnienia stanowił przedmiot licznych kontrowersji. Wielu uznaje, iż we współczesnej rzeczywistości ustrojowej należałoby jego sposób funkcjonowania mniej lub bardziej zmodyfikować, inni – że jest on po prostu zbędny. Jeżeli uzna się, że ma jednak istnieć, koniecznym staje się odpowiedzenie sobie na pytanie, jaką powinien przybrać formę, i przytoczyć niektóre z nich.

Na potrzeby tekstu uznać należy, iż termin „Senat” odnosi się do izby parlamentu – tej, która pełni funkcje niejako drugoplanowe w stosunku do innej. Nie musi to, rzecz ważna, znaczyć, że drugorzędną, albo iż jest organem innej izbie podporządkowanym. Z reguły członkostwa w nim nie można łączyć z członkostwem w „podstawowej” z izb, choć nic nie stoi na przeszkodzie częstokroć, aby senator pełnił funkcję członka rządu. Senat jest słowem pochodzenia łacińskiego, i oznaczał rzecz jasna jeden z organów sprawowania władzy w starożytnym Rzymie, i to już od czasów królewskich. W rzeczywistości jednak uznanie rzymskiego państwa za wynalazcę tej formy ustrojowej byłoby pominięciem istoty sprawy; rady monarsze (a właśnie z takich instytucji Senat wyewoluował) są instytucją o wiele bardziej wiekową, od dawien dawna bowiem w już najdawniejszych organizmach państwowych istniały ciała, których główną rolą było doradzanie władcy w podejmowaniu decyzji politycznych (kompetencje stanowienia doszły później). Zrzeszały najstarszych męskich członków społeczności, co wynikało z osobliwie rozumianego pragmatyzmu: najstarsi są zarazem z założenia najbardziej doświadczonymi, najwięcej bowiem „oglądali ten świat”,  w związku z czym ich opinia może być szczególnie cenna, gdyż doświadczenie owo daje swoistą rękojmię jej pożyteczności. W owym czasie sformułowanie to miało jeszcze pewien sens – świat zmieniał się bardzo wolno, a już na pewno w porównaniu ze współczesną sytuacją cywilizacyjną, gdzie wręcz niepodobna czasami, by jedynie na radzie starszych członków społeczności polegać, gdy nie rozumieją oni chociażby nowych technologii i wpływu, jakie te mają na życie współczesne. Z tego względu lepszym do zastosowania określeniem będzie „druga izba”, jakkolwiek niepełne czy nietrafne może się ono wydawać.

Tego typu instytucja w wersji zmodyfikowanej (jako zrzeszająca „najlepszych”) jest obecna w Wielkiej Brytanii jako Izba Lordów, i choć kwestie jej składu przeszły daleko idące reformy (ostatnio za rządów Partii Pracy po koniec lat 90. ubiegłego wieku), to jednak dalej jest to zgromadzenie osobistości „utytułowanych”, do której przynależność nie jest pochodną aktu wyborczego, ale wywodzi się z nominacji.

Druga z istniejących współcześnie koncepcja istnienia drugiej izby parlamentu też ma coś wspólnego z antycznym pierwowzorem. Zasadza się na tym, iż członkami są (choć nie zawsze wyłącznie) osoby, które niegdyś pełniły ważne stanowiska w administracji państwa. To między innymi ma miejsce we Włoszech, gdzie w drugiej izbie zasiadają chociażby byli prezydenci. Również i tutaj chodzi o to, ażeby w jakiś pożyteczny sposób wykorzystać doświadczenie byłych najwyższych urzędników administracji dla dobra państwa.

 Zupełnie odmiennie ukształtowana jest pozycja ustrojowa „drugiej izby” w państwach, takich jak Stany Zjednoczone i Niemcy. W tamtejszych, odpowiednio, Senacie i Radzie Federalnej zasiadają reprezentanci regionów. Oba bowiem z wymienionych to państwa federacyjne. Celem takiego a nie innego ukształtowania w nich „drugich izb” jest zapewnienie regionom odpowiedniego poziomu wpływania na politykę całości państwa. Gdy chodzi o Senat USA, twórcy ustroju wprost założyli, iż o będzie on przeciwwagą dla Izby Reprezentantów, której liczba członków uzależniona będzie od ludności poszczególnych stanów, podczas gdy Senat właśnie składać się będzie zawsze z dwóch członków z każdego z nich. W tym więc przypadku swoistą legitymizacją istnienia „drugiej izby” jest chęć zabezpieczenia interesów regionów w państwach o silnych tradycjach odśrodkowych, takich, gdzie poszczególne jego części w poprzednich epokach historycznych cieszyły się dość dużym zakresem niezależności, często wręcz niezależnością całkowitą.

Dość popularna stała się modyfikacja wyżej omówionego pomysłu, w myśl której członkami „drugiej izby” są, poza przedstawicielami samorządu lokalnego, działacze związków zawodowych, organizacji pracodawców, czy przedstawiciele wolnych zawodów. Tak zarysowana izba ma stać się „pasem transmisyjnym” reprezentantów prawie całego narodu – bo prawie każdy świadczy pracę w jakimś charakterze, lub jej świadczenie umożliwia – w zakresie działania parlamentu.

Tytułem ciekawostki wspomnieć można uregulowania norweskie, w myśl których (a obowiązuje tam jeszcze Konstytucja z końca wojen napoleońskich) wyłonieni w wyborach powszechnych członkowie parlamentu dopiero dzielą się na obsadę jednej z dwóch, przewidzianych w ustawie zasadniczej izb. Jest to ustrojowa osobliwość, która jednak nie ściągnęła na siebie w tym państwie kontrowersji – a przynajmniej nie tak dużych, ażeby przez równo 200 lat obowiązywania ustawy zasadniczej dokonano jej zmiany w tym zakresie.

Jak zaś przedstawia się na tym tle polski Senat? To, co razi w przypadku jego pozycji ustrojowej jako rzecz podstawowa, źródło problemów konstytucyjnoprawnych, to brak jasno zarysowanej koncepcji Senatu. Restytuowany w roku 1989 na mocy umowy „Okrągłego Stołu” miał być z założenia elementem dość specyficznej i kruchej równowagi ustrojowej. Cały układ jednak dość szybko się rozpadł, już 2 lata później bowiem nie było ani kontraktowego parlamentu, ani Prezydenta, nie mówiąc już o większości rządowej, która zmieniła się najszybciej. Tymczasem Senat od ćwierćwiecza wybierany jest w dokładnie ten sam sposób i składa się z dokładnie tej samej liczby członków. Po co taki Senat w obecnej rzeczywistości ustrojowej? Obrońcy tej instytucji argumentują, że ma on charakter „izby refleksji”, służy do naprawiania legislacyjnych błędów Sejmu. Inni podnieść mogą, że w odróżnieniu od Sejmu właśnie Senat jest tą izbą, do której kandydować mogą osoby nie będące związane z żadną ze zorganizowanych sił politycznych, a więc stanowić czynnik prawdziwie obywatelski. Inni domagają się reformy Senatu, wskazując, iż można przekształcić go w „izbę samorządową”. Co stanie się z polską „drugą izbą” – czas pokaże, ale pewnym być można, że dyskusji i emocji w nich nie zabraknie.

Michał Zieliński

Reklamy
Galeria | Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s