Konsultacje społeczne a Polska – studium ostatnich przypadków ze społeczno-prawnym morałem

im ShoppingstressKonsultacje społeczne nie należą do tematów, którymi szeroko zajmuje się współczesna nauka prawa (choć prawdą też jest, iż powoli zaczyna się to zmieniać). A szkoda, wydają się bowiem najlepszym ze sposobów demokratyzowania procesu podejmowania decyzji politycznych. Dzieje się tak, ponieważ stosunkowo łatwo pozwalają uniknąć głównych wad najbardziej rozpowszechnionych mechanizmów demokracji bezpośredniej: nie są tak kosztowne, a ich zorganizowanie nie musi być tak pracochłonne jak to jest w przypadku referendów, a także pozwalają na większą dowolność formalną niż inicjatywa ludowa.

Dotychczasowa praktyka przeprowadzania konsultacji społecznych w Polsce nie nastraja optymistycznie. Ostatnimi czasy (choć nie tylko, vide sprawa ACTA), pojawiły się kolejne przykłady potwierdzające to stwierdzenie. Przykładem niech będzie sposób organizacji konsultacji społecznych w sprawie organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w Krakowie w roku 2022. W obliczu licznych głosów krytycznych, zdecydowano się na poddanie tego projektu pod referendum (zgodnie z art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 15 września 2000 r. o referendum lokalnym), a dodatkowo, na przeprowadzenie w tej sprawie konsultacji społecznych. Samo to w sobie jest jak najbardziej chwalebne, natomiast to, co w sprawie zaskakuje najbardziej, to sposób zaplanowanej realizacji. Otóż na krakowskim rynku postawiono… namiot, do którego, jak przedstawiały to władze, wstęp będzie miał każdy, kto chciałby podyskutować o pomyśle organizacji zimowej olimpiady w 2022 roku. Pomijając pojawiające się w Internecie komentarze dotyczące profesjonalizmu przesiadujących w namiocie pracowników promocji miasta (autorstwa M. Klinowskiego), którzy „konsultowanie” pojmowali jako de facto przekonywanie wchodzących o pożyteczności organizacji igrzysk (tablica „obalania mitów” związanych z nimi, przedstawianych przez ich przeciwników, instalacja wiatraków mających „rozwiewać wątpliwości” itp.), organizowanie konsultacji w tak zamkniętej formule nie wydaje się być rozwiązaniem pożądanym. Rację ma przywoływany już Klinowski, który pisze o fikcji konsultacji społecznych, ze względu na to, iż w samym centrum, gdzie namiot został ustawiony, swoje miejsce głównej aktywności prywatnej i zawodowej ma stosunkowo niewiele osób. Dodać można, że cała reszta zainteresowanych, po ośmiu godzinach pracy minimum, odbieraniu dzieci z przedszkola lub szkoły, i jeszcze tzw. „zajmowaniem się domem”, miałaby po tym wszystkim wybierać się do centrum miasta w celu uczestniczenia w procedurze konsultacyjnej. Patrząc na rzecz z drugiej strony, hipotetycznie oczywiście: co by było przy dużej ilości chętnych do wypowiedzenia się w sprawie? Mają na swoją kolej czekać godzinami, kiedy tych godzin oczywiście nie mają, bo tu jeszcze przydałoby się wypocząć przed kolejnym dniem pracy?

To może skorzystać ze środków elektronicznego porozumiewania się na odległość i udogodnień oferowanych przez Web 2.0, czytaj: organizowaniu konsultacji na portalach społecznościowych? To zresztą już się dzieje. Szybki research w Internecie i bez problemu odnaleźć można wiele przypadków konsultowania projektów decyzji politycznych tą właśnie drogą. Nawet w ramach pomysłu organizacji przywoływanych krakowskich igrzysk przewidywana jest ta forma jako jedna z kilku. Tyle tylko, że nie pozwala ona na realną wymianę poglądów między decydentem a konsultowanymi. Ci ostatni przedstawiają drogą elektroniczną swoje zdanie na określony temat – i tyle. Innymi słowy, ma się do czynienia z ograniczeniem konsultacji do zgłoszenia uwag (można się wręcz zastanawiać, czy na płaszczyźnie teoretycznej nie powinno się go uznać za odrębną od nich procedurę). Znany jest jeszcze niedawny przypadek, kiedy to za konsultacje uznano, a przynajmniej do wiadomości podano post factum… wypowiedzi, zamieszczone w komentarzach na Facebooku pod odpowiednim wpisem, dotyczącym konsultowanej decyzji. Wygląda to więc na ni mniej ni więcej, tylko lekceważące traktowanie konsultacji jako instytucji, a tym samym społeczeństwa jako suwerena. A także na działanie w stylu: mieliśmy przeprowadzić konsultacje, ale straciliśmy do tego zapał, ale że je zapowiedzieliśmy, to weźmiemy komentarze z portalu społecznościowego i powiemy, że to były konsultacje. Już poza wszystkim dochodzi wciąż poważny problem, jakim jest w Polsce wykluczenie cyfrowe, a więc szerokie rzesze obywateli bez dostępu do Internetu i w ogóle mającym niewielką wiedzę o nim.

Czy konsultacje więc mają szansę? Mają. Aby tak się jednak stało muszą przestać być traktowane jako „dopust boży” ze strony zobowiązanych bądź uprawnionych do ich przeprowadzenia organów. Ponadto powinno zostać przemyślane łączenie różnych form ich przeprowadzania, i nie chodzi tu tylko o syntezę zalet konsultowania decyzji „w necie” i „w realu”. Jest to tym istotniejsze w przypadku konsultacji lokalnych, gdzie akurat jest ta szansa, że stosunkowo duża część społeczności, której dotyczyć ma konsultowana decyzja, weźmie w nich udział. Wtedy i tylko wtedy mają szansę stać się sprawnym mechanizmem sprawowania władzy.

Michał Zieliński

Reklamy
Galeria | Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s