Rewolucja a prawo

Fot. Bulent Kilic/East News/AFP

Fot. Bulent Kilic/East News/AFP

Ostatnio przyszłość Ukrainy decydowała się nie tylko na barykadach Majdanu, ale także, a może przede wszystkim, w zaciszach gabinetów i na sali posiedzeń Rady Najwyższej Ukrainy. W dzisiejszych czasach zarówno dyktatury, jak i rewolucje potrzebują czegoś, co wykazywałoby, że ich działalność jest jak najbardziej legalna. W związku z tym często podczas historycznych wydarzeń dochodzi do prawdziwej gimnastyki legislacyjnej, gdy procedury demokratyczne nie nadążają za biegiem dziejów.

Do takiego przypadku doszło już w 2004 r. podczas tak zwanej „pomarańczowej rewolucji”. Uzgodniona wtedy wspólnie nowa konstytucja, zmieniająca system rządów Ukrainy z prezydencko-parlamentarnego na parlamentarno-gabinetowy, była przyjmowana w dosyć dużym pośpiechu. Tak dużym, że dopuszczono się niewielkiego, acz istotnego niedopatrzenia. Art. 159 konstytucji Ukrainy z 1996 r. wskazywał, iż każdorazowa zmiana tejże wymaga opinii Sądu Konstytucyjnego Ukrainy (odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego). Tenże opiniował wprawdzie pierwotny projekt konstytucji jeszcze z 2003 r., a także kolejny z projektów już po poprawkach parlamentu, jednakże w zamieszaniu wokół „pomarańczowej rewolucji” zapomniano dostarczyć mu wersji ostatecznej z pewnymi redakcyjnymi zmianami, przegłosowanej przez Radę Najwyższą Ukrainy 8 grudnia 2004 r. Należy pamiętać, że wtedy zmiany w konstytucji zostały przegłosowane między innymi dzięki głosom popierającej Wiktora Janukowycza Partii Regionów. W tym momencie wiedziano już, iż z dużym prawdopodobieństwem kolejnym prezydentem Ukrainy będzie Wiktor Juszczenko i odchodzącej władzy opłacało się daleko idące ograniczenie jego kompetencji.

W 2010 r. sytuacja wyglądała już zgoła inaczej – prezydentem był Wiktor Janukowycz i władze Partii Regionów nie miały żadnych wątpliwości, iż powrót do konstytucji z 1996 r. byłby dla ich stronnictwa korzystny. Jej 252 posłów wystąpiło do Sądu Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie legalności procedury zmiany konstytucji z 2004 r.. Tenże wyrokiem z dnia 30 września 2010 r. stwierdził, iż zmiana Konstytucji w 2004 r. została przeprowadzona niezgodnie z procedurą, w związku z czym przywrócił obowiązywanie Konstytucji z 1996 r. Natychmiast pojawiły się głosy, iż na Ukrainie wprowadzono dyktaturę. Jednak z punktu widzenia prawnego wyrokowi trudno byłoby zarzucić cokolwiek pod względem prawnym, gdyby nie jedna kwestia. Już wcześniej podczas prezydentury Juszczenki dostrzeżono problem sposobu przeprowadzenia zmian w konstytucji i zaskarżono wspomniane zmiany do Sadu Konstytucyjnego. Jednak w lutym 2008 r. Sąd nie podjął się rozpatrywania sprawy używając dziwacznego argumentu, iż z chwilą wprowadzenia nowej Konstytucji z 2004 r. przestała obowiązywać stara Konstytucja z 1996 r. i nie można rozpatrywać legalności jej zmiany na podstawie starych przepisów. Takie podejście oznaczałoby, że żadna konstytucja na świecie nie może cieszyć się jakąkolwiek ochroną, gdyż jej zmiany mogłaby dokonać nawet zwykła, niekwalifikowana większość posłów, by później powołać się przed Trybunałem na to, że stara konstytucja już nie obowiązuje i jej zmian nie można podważać na podstawie jej przepisów.  Pokazuje to jednak, że Sąd Konstytucyjny przy rozstrzyganiu tego typu kontrowersyjnych zagadnień nie zawsze posługiwał się jedynie literą prawa, a wymogami i naciskami politycznymi. Dodatkowo niektórzy podnosili, iż skoro w 2008 r. rozpatrzono już to zagadnienia, to nie można było ponownie go badać, gdyż przysługiwała tej sprawie zasada rzeczy osądzonej, a nie pojawiły się żadne nowe okoliczności, które rozpatrywanie takie by umożliwiały.

I tak dochodzimy do czasów współczesnych oraz prawdziwej legislacyjnej karuzeli, jaką zafundowali nam ostatnio parlamentarzyści opozycyjni wraz z uciekinierami z rządzącej Partii Regionów.

Zaczęło się od rezolucji Rady Najwyższej z dnia 20 lutego 2014 r. potępiającej przemoc, zakazującej prowadzenia w kraju operacji antyterrorystycznej, zakazie używania broni palnej przez milicję oraz odbierająca prezydentowi uprawnienia do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Gest ten był bardzo potrzebny podczas najzajadlejszych zamieszek na Ukrainie, gdyż wskazywał zarówno protestującym, jak i służbom mundurowym Ukrainy, że władza potępi eskalację konfliktu oraz wyprowadzi ewentualne konsekwencje wobec tych, którzy siłą spróbują rozpędzić protestujących. Jednak, aby rezolucja ta miała jakiekolwiek umocowanie prawne, to zgodnie z konstytucją Ukrainy musiałaby przecież mieć formę ustawy, być najpierw podpisana przez przewodniczącego parlamentu, a następnie wręczona do podpisu Janukowyczowi, który wciąż posiadał prawo weta.

Dalej poszło już z górki – parlament, nawet nie przy pomocy ustawy, a rezolucji, darował winy Julii Tymoszenko oraz nakazał jej uwolnienie, wchodząc w kompetencje władzy sądowniczej i omijając niewygodny fakt, iż ustawę znowu musiałby podpisać Janukowycz. Kolejną rezolucją uwolnił dalszych 23 więźniów politycznych.  Przy pomocy innej rezolucji i bez absolutnie żadnej podstawy prawnej Rada Najwyższa odwołała wyrok Sądu Konstytucyjnego z 30 września 2010 r. oraz przywróciła konstytucję z 2004 r. Dodajmy, że po raz kolejny odbyło się to bez opinii Sądu Konstytucyjnego wymaganej przez art. 159 konstytucji Ukrainy, na podstawie braku której Sąd zanegował jej pierwotną zmianę. Jak widać niektórzy nie uczą się na błędach. Dalej Rada Najwyższa dołożyła prawdziwą wisienkę na torcie w postaci rezolucji (znów nie ustawy) o „samousunięciu” się prezydenta od wypełniania obowiązków konstytucyjnych, pomijając całkowicie wskazaną w art. 111  Konstytucji Ukrainy procedurę impeachmentu prezydenta, która wymagałaby od parlamentarzystów powołania komisji śledczej oraz specjalnego prokuratora, przeprowadzenia śledztwa oraz formalnego oskarżenia prezydenta przed Sądem Konstytucyjnym, który podjąłby ostateczną decyzję w sprawie odwołania obowiązującego prezydenta. Ale jak Rada Najwyższa miałaby oddać Janukowycza pod osąd Sądu Konstytucyjnego, skoro w kolejnej rezolucji odwołała wszystkich powołanych przez siebie sędziów Sądu Konstytucyjnego w odwecie za wyrok z 2010 r. na podstawie bardzo naciąganego zarzutu złamania przysięgi sędziowskiej?

I tu dochodzimy do konkluzji i największego problemu demokratycznych zasad i regulacji, które mają zabezpieczać kryzysy konstytucyjne. Otóż dopóki kryzysu nie ma, to regulacje te wyglądają pięknie na papierze, bo nie trzeba ich stosować. Ale gdy już kryzys się zdarzy, to stają się praktycznie niewykonalne i nikt na nie nawet nie patrzy. Bo czy wyobrażamy sobie, że parlament rzeczywiście powołuje komisję śledczą, która zagłębia się w swoich pracach przez jakiś rok, a tymczasem nadal prezydentem pozostaje Janukowycz? Wyobraźmy sobie sytuację, że Janukowycz zamiast podpisać „Porozumienie na rzecz uregulowania kryzysu na Ukrainie”, które i tak nigdy nie weszło w życie, rzeczywiście wyprowadziłby czołgi na ulicę. W jaki sposób ktokolwiek mógłby wtedy myśleć o spełnianiu demokratycznych procedur i postępowaniu zgodnie z literą prawa.?

Tyle, że niestety, gdy przestajemy przestrzegać tych procedur i zasad, to pojawia się ogromna pokusa do wykorzystywania sytuacji i pośpiesznego tworzenia kolejnych rezolucji oraz równie pospiesznego wymierzania sprawiedliwości – takim przykładem, poza wspomnianym wcześniej odwołaniem prezydenta i całkowicie nieuprawnionym odwołaniem sędziów Sądu Konstytucyjnego, może być kolejna rezolucja Rady Najwyższej  pozbawiająca Janukowycza jego posiadłości. Okoliczności jej nabycia od Skarbu Państwa Ukrainy w 2007 r., gdy Janukowycz był premierem rzeczywiście budzą wielkie wątpliwości (ujawniono to dopiero w 2009 r., ale nigdy nie podano kwoty, za jaką Janukowycz ogromne połacie ziemi państwowej kupił), ale znowu Rada Najwyższa wchodzi tutaj w kompetencje władzy sądowniczej. Parlament zaczął spełniać funkcje wykonawcze, mianując urzędników, decydując o wyborach lokalnych. Prawdziwym zamachem na niezależność sędziowską jest również uchwalona właśnie ustawa odbierająca Radzie Sądowniczej prawo oceniania, powoływania i odwoływania sędziów wszystkich sądów i przyznając takie uprawnienia Radzie Najwyższej Ukrainy. Dodatkowo nowy przewodniczący parlamentu Ołeksandr Turczynow, który zgodnie z konstytucją po odwołaniu prezydenta pełni jego obowiązki oraz wykonuje de facto obowiązki premiera, zgromadził w swoich rękach ogromną władzę. Aż strach pomyśleć, jakie mogą być następne kroki rządzących, którzy wszelkie procedury demokratyczne oraz konstytucyjne uważają za nieistotne. Po raz kolejny trzeba się też zastanowić, czy na Ukrainie obywatele nie trafili właśnie z deszczu pod rynnę.

Zbigniew Judek

 

Advertisements
Galeria | Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s